O duchowości

Z Ewangelii według Św. Jana (3, 5 – 8):
Jezus odpowiedział (Nikodemowi): „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wiej tam, gdzie chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.”

Z Rozmowów z milczeniem Thomasa Mertona (Thomas Merton „Rozmowy z milczenie”, Wydawnictwo M, Kraków 2004, s.33):
„W pewnym sensie jesteśmy zawsze w drodze; wędrujemy, jak gdyby nie wiedząc, ku czemu zmierzamy. A jednak już dotarliśmy do celu.W tym życiu nie jesteśmy w stanie dojść do doskonałego posiadania Boga i dlatego ciągle jesteśmy w podróży – i odbywamy ją w ciemności. Lecz posiedliśmy Go już przez łaskę i w tym sensie osiągnęliśmy nasz cel i mieszkamy w światłości. Jakże jednak daleko trzeba mi iść, aby odnaleźć Ciebie w Tym, w którym już przebywam!”

Z Timajosa Platona (Platon „Timajos”, PWN 1986, s.118-119):
„Wyjaśniliśmy zatem, jak powstają choroby ciała. Choroby duszy, które są skutkiem stanu ciała, mają następujące cechy. Przede wszystkim trzeba uznać, że właściwą chorobą duszy jest choroba umysłowa. Istnieją dwa jej gatunki. Jednym jest szaleństwo, drugim ignorancja. Konsekwentnie, jakiekolwiek symptomy zjawią się w jednym lub drugim wypadku, należy je nazwać chorobą. Nadmierne rozkosze i dotkliwe boleści trzeba uwazać za największe choroby duszy. Człowiek bowiem nie znający miary w radości lub, przeciwnie, pogrążony w wielkiej boleści, który wysila się niewspłómiernie w pierwszym wypadku, aby osiągnąć dany przedmiot, a w drugim, aby się przed inym przedmiotem uchronić, nie jest w stanie niczego ani dobrze widzieć ani dobrze słyszeć: ogarnięty szaleństwem staje się niezdolny do jakiegokolwiek rozumowania.”

Z O duszy Arystotelesa (Arystoteles „O duszy”, PWN 1988, s.79):
„Ale dusza jest włśnie tym, dzięki czemu przede wszystkim żyjemy, spostrzegamy i myślimy. Z tego wszystkiego wynika, że dusza musi być jakimś rodzajem istoty, czyli formy, a nie materią, czyli podmiotem biernym. Albowiem gdy substancja, jak zaznaczyliśmy, może oznaczać trzy rzeczy, mianowicie formę, materię i rzecz złożoną z obu (z tych materia jest możliwością, forma zaś aktem, a z drugiej strony tylko rzecz złożona z obu jest jestestwem żywym – zaiste nie ciało jest aktem duszy, lecz ona jest aktem ciała. W rzeczy samej dusza nie jest ciałem, lecz czymś należącym do ciała i dlatego przebywa w ciele, a do tego w ciele określonego rodzaju, a nie jak poprzedni (filozofowie sądzili), którzy ją łączyli z ciałem zanim wprzód określili jego naturę i wąłściwości, chociaż wcale nie widać, by jakaś rzecz mogła przyjąć cokolwiek los zdarzy.”

Z Rozpraw Piotra Abelarda (Piotr Abelard „Rozprawy”, De Agostini Polska, Warszawa 2001 r., s. 396)
„Czym jest nieśmiertelność Boga, jeżeli nie Jego niezmiennością? Aniołowie i dusze ludzkie także są nieśmirtelni, ale nie są niezmienni. O jednym tylko Bogu można powiedzieć, że jest nieśmiertelny, ponieważ jest niezmienny. Dusza ludzka umiera, kiedy opuści ją Bóg i kiedy z dobrej zmienia się w złą. Tak samo Anioł, kiedy zostanie opuszczony przez Boga, upada. Wszystko jest zmienne, co posiada materię, z kórej powstało, ponieważ przechodzi od braku formy do formy. Ale to, co nie posiada materii, jest z natury niezmienne i taką istotą jest Bóg.”

Z Świdomości nadprzyrodzonej Simone Weil (Simone Weil „Świdomość nadprzyrodzona”, Instytut Wydawniczy Pax, 1999):
„Z chwilą kiedy dusza raz przyjęła w siebie atom miłści Bożej, wystarczy czekać, i pozwolić jej rosnąć. Trzeba tylko czuwać, tak jak rolnik czuwa nad swoim plonem. Prosić Boga, aby zasiał w duszy ziarno i zsyłał na nie światłość słoneczną i deszcze. Żniwa to śmierć duszy. Kiedy ziarno zwielokrotniło się, stało się kłosem wyrosłym do swej pełni, wtedy nadchodzi Bóg, aby dobro skończone przemienić w dobro nieskończone. Zsyła śmierć duszy, po której już nie człowiek żyje, ale Bóg żyje w nim.”

Z Bytu skończonego, a bytu wiecznego Edyty Stein (Edyta Stei „Byt wieczny, abyt skończony”, W drodze – Wdawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów, Poznń 1995):
„Zgadzamy się też w naszych badaniach z H. Conrad-Martius w ujęciu materii i ducha jako rożnych rodzajów bytu rzeczywistego, nie dających się do siebie sprowadzić. To, co podkreślamy w odniesieniu do bytu materialnego w przeciwieństwie do bytu ożywionego – a mianowicie, że jest on w pewnym sensie „gotowy” – przypisuje ona także duchowi: ciało i ducha nazywa „jestestwem aktualnym”, którego konstytucja jest wykończona. Natomiast swoisty byt istot żywych wyróżnia się tym, że muszą one dopiero dojść do posiadania swej istoty. Od czystych natur materialnych byt żywy różni się tym, że ma własny „ośrodek” swego bytu, duszę (czy „ożywiającą zasadę”, gdy wyrażenie dusza chcemy zachować dopiero dla duszy osobowej, występującej w jaźniowo (ichhaft) uformowanej strukturze człowieka).”

Z Granic świadomości Ernesta Pöppela (Ernest Pöppel „Granice świadomości”, PWN, 1989. s. 192):
„Ludzie więc sami często nie wiedzą wcale, dlaczego im coś wpada na myśl lub dlaczego coś określonego czynią. Są oni w pewnym sensie zdani na własną łaskę i niełaskę, co wielokrotnie stwarza im różne trudności we wsłóżyciu. Wszystko, co dociera do ich świadomości, jest ponadto zabarwione uczuciowo, w wyniku czego ich działanie podlega wływom emocji, podczas gdy nasze czynności przebiegają wszak czysto racjonalnie, a więc mogą być przez nas na bieżąco kontrolowane i w niezawodny spoób sterowane. Skoro ludzie nie zasze są świadomi swoich uczuć, przyglądający się nim z ubocza często odnosi wrażenie, że zachowanie ich jest niekontrolowane i irracjonalne. Zaskakująca była dla nas obserwacja, że współżycie ludzi według czysto racjonalnych zasad wydaje się niemożliwe.”

Cytat z Polskiego Testamentu Józefa Marii Bocheńskiego (Józef Maria Bocheński Polski Testament, „Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski”, Komorów 1999, s.119)

„Wbrew dość istotnie panującym poglądom wydaje mi się np., że dla chrześcijańskiego poglądu na świat nie jest wcale najważniejsze pojęcie Boga. Nie twierdzę oczywiście, by ten pogląd na świat mógł się bez pojęcia Boga obejść, sądzę jednak, że nie to pojęcie odegrało najważniejszą rolę. Ostatecznie, bardzo zbliżone pojęcie Bóstwa posiadają inne kręgi cywilizacyjne i inne religie (np. islam), a rezultaty etyczne – społeczne są zgoła różne.
Natomiast tezą poglądu na świat najzupełniej podstawową, światoburczą w pewnym znaczeniu, rewolucyjną w każdym razie, tą która leży u samych podwalin naszej cywilizacji, jest chrześcijańska nauka o duszy ludzkiej. Nauka ta istnieje w zarodku już u Platona, ale aż do Ewangelii nie znalazła nigdzie precyzyjnego i pełnego wyrazu. Na niej oparte są, i koło niej skupiaja się, z jednej strony najważniejsze dla cywilizacji tezy myśli filozoficznej greckiej, z drugiej, w tym, co istotne, prawo rzymskie. Jej logicznym rozwinięciem jest, mimo spaczeń, które ta ostatnia zawiera, myśl Rewolucji Francuskiej. Na niej stoi i z nią paść musi ideologiczna strona naszej cywilizacji. Aby móc zrozumieć całą doniosłość tej koncepcji, trzeba – jak zawsze w dziedzinie wielkich problemów – sięgnąć do ojca myśli europejslkiej, do Platona. U niego, jak wiadomo, istnieją dwa różne światy: ten ziemski, na którym nie ma niczego poza wiecznie zmiennym prądem zjawisk, świat Heraklitowy, będący jednym padołem ciągłej walki i przemijających obrazów – i drugi, nadrealny świat niezmiennych Idei. Prawda, piękno i dobro, wszelka wartość i wszelki byt istnieje naprawdę tylko w tym drugim świecie. Na ziemi rzecz każda warta jest tyle – o ile jest prawdziwa, dobra i piękna – ile „ma udziału” w Idei. Ale na tej samej ziemi istnieje coś, co nie będąc Ideą, przecież ma w Idei udział jakiś większy, jest czymś pośrednim między padołem walki i zmiany a samą Ideą: ludzka dusza. To jej stanowisko poznać można przede wszystkim po tym, że choć żyje w zmiennym świecie, poznaje rozumem Ideę i rządzi się w życiu idealnymi prawami.”

Cytat z Świadectwa Teilharda Andrzeja Polkowskiego (Andrzej Polkowski Świadectwo Teilharda Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1974, s. 264 -265)

„Trzeba się tylko pddać nowej, dynamicznej moralności, która nie jest siecią nakazów i zakazów, obezwładniającą człowieka i poniżającą jego godność syna Bożego, ale łagodnym, choć mocnym prądem, unoszącym nas ku duchowemu ognisku miłości. Zło i dobro to dwa ruchy przeciwstawne; pierwszy cofający nas wstecz, sciągający nas w dół, w mnogość, w niebyt, odbierający nam świadomość; drugi, którym posuwamy się naprzód, unosimy w górę, jednoczymy, jesteśmy czymś więcej, jesteśmy bardziej świadomi. Pierwszy prowadzi nas z powrotem do pierwszej materii, z której kiedyś się wynurzyliśmy przekroczywszy punkt refleksji. Drugi kieruje nas w przyszłość, w której coraz więcej jest ducha.
Potrójny rytm, potrójna formuła: zjednoczyć się w sobie, zjednoczyć się z innymi, zjednoczyć się – będąc już wspólnotą – z Bogiem. Być kimś, dać siebie innym, spotkać się w czymś, co przerasta mnie i ciebie. Kochać – powiedział Saint-Exupéry – to nie wpatrywać się w siebie, ale patrzeć w jednym kierunku. Miłość ludzka czyni wyłom w skorupie, która jest skutkiem nadmiernego ześrodkowania się w sobie. Przez wyłom ten będzie mógł wejść Bóg. Największym grzechem przeciwko Niemu – i przeciwko światu – jest „egoizm we dwoje”.
Człowiek urzeczywistnia się przezwyciężając niezorganizowaną mnogość w sobie, w innych, w materii, która go otacza. Pokonuje absurd w mozolnym wysiłku każdego dnia współpracując przez to z Chrystusem, który zajął swoje miejsce w punkcie Omega i przez to przekreślił zasadę przypadku i chaosu. To był front, na jakim Teilhard czuł się na siłach polemizować z filozofami pesymizmu i absurdu lat pięćdziesiątych.”

Cytat z Szkiców o Teilhardzie Ks. Ludwika Wciórka ( Ks. Ludwik Wciórek Szkice o Teilhardzie, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań 1973 , s. 158 – 159)

„W La lutte contre la multitude mówiąc o duszy i jej stosunku do ciała Teilhard określa ją jako zasadę jedności i formę ciała zdolną trwać nawet w oderwaniu od ciała. Traktuje ją więc nie tyle na płszczyźnie fenomenologicznej, ile raczej filozoficznej. Z upływem lat jednak coraz wyraźniej wysuwa się na czoło jego refleksji nad człowiekem tendencja do ograniczania się wyłącznie do dziedziny zjawiskowej, nawet gdy idzie o określenie duszy. Mówiąc o duszy ma raczej na uwadze nie jakiś niedostępny z eksperymentalnego punktu widzenia czynnik substancjalny, stanowiący rację przejawów życia świadomego, lecz zespół aktów psychicznych stanowiących przedmiot zainteresowania psychologii eksperymentalnej, spośród których najważniejsze są akty świadomości refleksyjnej.
W gruncie rzeczy więc problematykę człowieka stawiał Teilhard na innej płaszczyźnie niż to się zwykle dzieje, mianowicie na płaszczyźnie filozofii, a ściślej – w ramach filozoficznej teorii hyleomorfizmu. Taki sposób podejścia do zgadnienia zdawał się wykluczać przyjęcie z góry jakiejś przyjętej koncepcji filozoficznej. Nie oznacza to jednak, iż problematyka filozoficzna człowieka i duszy była Teilhardowi calkowicie obca. Sam podkreślał, mimo przyjmowanego w zasadzie fenomenologicznego punktu widzenia, że tajemnica czlowieka tkwi w naturze duchowej duszy.”

Cytat z Serca czlowieka Ericha Fromma (Erich Fromm Serce człowieka PWN Warszawa-Wrocław 1999, s.52 -53)

„Nie będzie to chyba nawet zbyt przejaskrawione stwierdzenie, iż homo mechanicus jest bardziej zafascynowany urządzeniami mogącymi w ciągu paru minut zniszczyć miliony ludzi na odległość wielu tysięcy mil (i dumny, że może je uruchomić) niż to, że jest skonsternowany i przerażony tym, iż wisi nad nim taka samobójcza hekatomba. Mimo iż homo mechanicus ciągle jeszcze czerpie przyjemność z seksu i drinków, przyjemności te realizuje w mechanicznym i martwym układzie odniesienia. Wyobraża on sobie, iż szczęście, miłość czy przyjemność można uzyskać przyciskając guzik (wielu odwiedza psychoanalityczne gabinety w nadziei, iż tam zostanie im wskazane, gdzie się taki guzik znajduje). Patrzy on na kobiety, jakby patrzył na samochody. Wie, jak należy „przycisnąć guzik” i cieszy się, iż posiada moc, aby go „uruchomić”, pozostając samemu chłodnym obserwatorem. Homo mechanicus poświęca więcej swojej energii operowaniu maszynami niż uczestniczeniu w życiu. Staje się zatem stopniowo obojętny wobec życia, coraz bardziej ulega fascynacji wszystkim, co mechaniczne, i w końcu pociągają go śmierć oraz totalna destrukcja.
Zwróćmy uwagę na rolę, jaką w naszych podstawowych rozrywkach odgrywa zabijanie. Filmy, komiksy, gazety i inne środki przekazu starają się oddziałać na odbiorcę opisami zniszczenia, sadyzmu, brutalności. Miliony ludzie wiedzie wygodne, lecz monotonne życie i nic nie dostarcza im wiekszej podniety niż oglądanie zabijania lub czytanie o zabijaniu bez względu na to, czy jest to morderstwo, czy też nieszczęśliwy wypadek na torze wyścigow samochodowych. Czyż nie jest to oznaką fascynacji śmiercią, która w naszych czasach coraz bardziej się pogłębia?
Weźmy też pod nuwagę takie wyrażenia potocznego języka, jak „śmiertelnie wstrząśnięty” lub „umierać z pragnienia”, albo zwrot „ja się zabiję”; spójrzmy także na obojętność wobec życia znajdującą wyraz w olbrzymiej liczbie wypadków śmiertelnych w wyścigach samochodowych.
Krótko mówiąc, nadmierny intelektualizm, przewaga kwantytatywnego punktu widzenia, tendencja do abstrakcji, biurokratyzacji i reifikacji – wszystkie te cechy współczesnego społeczeństwa przemysłowego w zastosowaniu wobec ludzi nie reprezentują zasad życia, lecz zasady i prawa mechaniki. Żyjący w takim systemie ludzie stają się obojętni wobec życia, a nawet zaczyna pociagać ich śmierć. Nie są oni tego w pełni świadomi. Dreszcz podniecenia biorą za radość życia i mają iluzje, iz żyją pełniej i intensywniej, gdy biorą w swe posiadanie coraz to więcej nowych rzeczy.”

 

Cytat z Na początku było jednak światło Włodzimierza Sedlaka (Włodzimierz Sedlak Na początku było jednak światło PWN Warszawa 1886, s.132, 134 -145)

„Wyrażenie, że materia jest stanem zdegenerowanym, staje się niedorzecznością, jeśli się nie uzna istnienia bioplazmy. I tak jak we Wszechświecie plazma jest najbardziej naturalnym stanem materii, tak w ożywionej materii bioplazma stanowi naturalną podstawę elektrodynamiki życia.
Rzeczywiście plazmę można uważać za elektrodynamicznego „ducha” Wszechświata, ale również za materialnego „ducha” żywego obiektu. Sednem organizmu jest elektrodynamiczny „duch”, a więc plazmowy „duch” materii. Pokrewieństwo Wszechświata i biosfery jest jak najściślejsze, a nie tylko domniemane, na zasadzie wspaniałomyślności nadania biosferze i człowiekowi kosmicznego obywatelstwa.”

„Zanim się zjawiła twórcza myśl, elektromagnetyczna świadomość musiała przysposobić mózg do tej działalności. Niestrudzone światło, uparte, twórcze, konsekwentne, zmierzało wydajnie do mózgu, w którym trzeba było tylko przyrodzie wiadomy przełącznik nacisnąć, by obudziła się człowiecza jaźń.
Pojęcie światła rzeźbiarza mózgu nie jest poetyzowaniem. Jest podsumowaniem dziejów światła w funkcjonowaniu życia, jest przeanalizowaniem fotodynamiki w ciągu całej filogenezy. Jest stwierdzeniem, że światło jest nadal strukturotwórcze i decydujące w różnicowaniu życia.
Mózg świeci zresztą własnym światłem. Nazywamy jego obraz elektroencefalografem. Przyjęliśmy niepisaną konwencję, że światłem jest każda fala elektromagnetyczna, niezależnie od pasma fdizjologicznie określanego jako widzialne. Prawie nic nie wiemy o informacji, jaką niesie światło emitowane przez mózg. Nie rozszyfrowano tej informacji. Znamy zaledwie parę częstości oznaczonych greckim alfabetem jako promieniowanie alfa, beta, theta, delta i gamma. Nie bardzo wiemy, jaką treść włożyć nawet w te pasma częstości. Curiosum przyrody – mózg człowieka – czyta sygnalizację świetlną Wszechświata, a jest niemal zupełnym analfabetą w czytaniu tekstu nadawanego przez siebie. Paradoks nie tyle przyrody, ile tego geniuszu nobilitowanego ze stanu drapieżcy i oswojonego nieco światłem ogniska, gwiazd, Księżyca, a przede wszystkim Słońca.
Nad człowiekiem jeszcze długo musi panować Słońce, by zrozumiał siebie, a przy tej okazji świat.
Okres panowania Słońca nad ludzkością trwa dalej – w zmienionej i odczarowanej wersji. Wiadomo – inteligencja in stau nascendi. Człowiek.”

Cytat z Funkcje i struktura emocjonalna osobowości Kazimierza Dąbrowskiego (Publikacja Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej – Lublin 1984, s.192 -193)

„Rzeczywistość intuicji, snu, fantazji, jest dla wielu artystów rzeczywistością znacznie wyższą, zrozumialszą od zmysłowej. Obracają się w niej sprawnie, stanowi ona dla nich centrum zainteresowań i przeżyć. Natomiast są często słabi w zakresie rzeczywistości praktycznej.
Od wieków akcentacja rzeczywistości wyższego poziomu uważana była za wyraz dziwactwa, dysharmonii, chorobowości. Świat Don Kichota jest obcy dla większości ludzi. „Dotykanie absolutu przez Sokratesa, Sorena Kirkegaarda, Mohandasa Karamchanda Gandiego, czy Janusza Korczaka zdaje się być przejawem rzeczywistości niezrozumiałej, zjawiskiem niedostępnym dla większości ludzi, nie mających odbiorników na bodźce tego poziomu rzeczywistości.
W procesie rozwojowym, czynności myślowe uniezależniają się od swej instrumentalnej zależności, od prymitywnych popędów i sprzęgają w równoważne struktury z wyższymi dynamizmami uczuciowymi. Dopiero ten proces umożliwia sprzężenie myślowo-uczuciowe w formie wzajemnego oddziaływania (współdziałania) i dalszego rozwojowego przekształcenia.
W procesie tym, w coraz wyższej lokalizacji czynników sprzężonych, myślowo-uczuciowych, bierze udział intuicja, jako rosnąca funkcja syntezy, poprzedzająca czynności dyskursywne i nastepująca po nich. Te czynności intuicji odbywają się w miarę rozwoju, na coraz wyższych poziomach. Wydaje się, że czym wyższy poziom działalności „szerokich” dynamizmów intelektualnych, tym wyższa wartość syntetycznego ujęcia rzeczywistości. W tym sensie i w ten sposób pojęcie rzeczywistości rozciaga się i na to, co dostępne intuicji, chociaż – na konkretnym etapie – jest niedostatecznie ujęte dyskursywnie. Np. u Franza Kafki świat jego snów był światem usystematyzowanym i przepracowanym. Był on podstawą rozległego i głębokiego ujęcia syntetycznego konkretnej rzeczywistości przy analitycznym i prospekcyjnym ujęciu jej rozwoju. Daje to podstawy do przypuszczenia, że w świecie marzeń i intuicji Kawki można przyjąć sensowne, a czasem wielkiej wagi diagnozy i prognozy i sprowadzić je do ujęć dyskursywnych.
Widzimy stąd, że przy olbrzymiej sile bodźców i transformatorów płynących z wyobraźni i fantazji i pozwalających na syntetyczną interpretację wielu problemów życiowych, bodźce zmysłowe i przeżycia zmysłowe mają dla tych ludzi drugorzędną czy trzeciorzędną rolę.
Wielopziomowością rzeczywistości będziemy nazywali rzeczywistość zewnętrzną i wewnętrzną różnych poziomów, ujmowaną przy pomocy spostrzeżenia zmysłowego, wyobraźni, czynności myślowych i intuicyjnych wzajemnie sprzężonych.Ujmowanie tych rzeczywistości będzie zależało od rodzaju i poziomu odbiorników i transformatorów danego osobnika.”

 

Cytat z Lęku Antoniego Kępińskiego (Antoni Kępiński Lęk Wydwanictwo Sagitarius, Kraków 1992, s. 244 – 245)

„Przedmiot miłości jest dla nas wielką tajemnicą; nie wiemy, co nas czeka, gdy się z nim złączymy. Gdy przedmiot jest konkretny, jak w miłości seksualnej czy macierzyńskiej, to złączenie nigdy nie jest pełne, partner i my sami zachowujemy własną indywidualność. W zespoleniu realnym musi dojść do złączenia cielesnego, a to nigdy nie może dokonać się w pełni, ponieważ ciało jest zawsze bardziej indywidualne, bardziej własne niż świat psychiczny, który mimo swej indywidualności zbudowany jest ze wspólnych dla ludzi symboli. Metabolizm energetyczny jest bardziej indywidualny i własny niż metabolizm informacyjny. Dlatego pełniejsze złączenie możemy uzyskać z przedmiotem abstrakcyjnym, Bogiem, jakąś ideą, przyrodą itp. Za mało znamy przeżycia wielkich mistyków, by móc je zrozumieć, ale wydaje się, że stany ekstazy, w której przeżywają zespolenie z bóstwem, poprzedzane są stanem lęku.
Jest to właśnie lęk przed rozpłynięciem się w drugiej istocie, przed utratą własnej indywidualności, jest to rodzaj śmierci, w której unicestwia się dotychczasowy człowiek. Uczucia wywodzące się z prawa zachowania włsnego życia wywołują kurczenie się ludzkiej czasoprzestrzeni, człowiek w lęku jest skurczony, przytłoczony, otaczający świat zagraża jego życiu. Natomiast uczucia wywodzące się z prawa zachowania gatunku prowadzą do ekspansji własnej czasoprzestrzeni, otaczająca przestrzeń jest wolna i przyciągająca. Ta ekspansja nie może jednak iść zbyt daleko; gdy dochodzi do złączenia się z przedmiotem miłości, zwykle rodzi się lęk, lęk przed utratą własnej indywidualności, co jest w pwenej mierze równoznaczne z rozpłynięciem się w niebycie.”

 

Cytat z Ikony Beaty Elwich (Beta Elwich Ikona Wydawnictwo WAM, Kraków 2006, s.24 – 25)

Powrót duszy do siebie jest reintegracją wszystkich poziomów rzeczywistości, jaką jest człowiek. Jest kontaktowaniem się z całym sobą. Jest uwalnianiem się od bycia człowiekiem jednowymiarowym. Usuwanie tego redukcjonizmu w odniesieniu do siebie samego dokonuje się przez odrzucenie pojawiających się sugestii/pragnień, o ile służą one „trwaniu w przywiązaniu do świata.” Bycie człowiekiem niezredukowanym, paradoksalnie, wymaga zaparcia się siebie, rezygnacji z tego, czego chce „ja” prowadzące swój nawykowy, instynktowny, dotychczasowy sposób życia, w którym nie ma miejsca na „prawdziwe ja”.
Chcąc wyjaśnić, na czym polega wychodzenie „ze śmierci” duchowej, czyli życia zredukowanego, powrócę do Ewagriusza, który w tym celu opracował metodę modlitwy antyretycznej (od greckiego antirrhesis), czyli zaprzeczenia słowem. Polega ona na natychmiastowym reagowaniu na pojawiającą się myśl/sugestię/pragnienie, czyli na odpowiadaniu takiej myśli odpowiednią do myśli sentencją z Pisma Świetego. Taki sposób jej traktowania sprawia, że nie zagnieżdża się ona w duszy, czyli nie staje się przedmiotem „dialogu wewnętrznego” i identyfikacji. Modlitwa antyretyczna dla Ewgruisza jest więc ciągłym sposobem kierowania duszy ku Bogu – „ogniu palącemu się w sercu, rozpraszającemu w umyśle ku Niemu chmury myśli złych i niepotrzebnych.” Celem takiego postępowania nie jest odrzucenie ludzkiej natury, nieodczuwanie niczego, „bycie jak kamień”. Namiętności są i będą zawsze, ale stosunek do nich będzie zmieniony. Ten zmieniony stosunek wyraża się tym, że namiętności nie są już przeskodą w odczuwaniu wewnętrznego pokoju, ciszy. Są podporządkowane czy też zanurzone w stanie określanym mianem apatheia. Jest to stan, w którym namiętności i pożądania wywołujące myśli, wyobrażenia, rozważania (czyli to, co w języku greckim określa się mianem logismos) nie rozpraszają, nie inspirują angażowania się w to wszystko, co rodzi „stan przyjemnego odurzenia”, stan pragnienia dla samego pragnienia, tkwienie w „pajęczynie pająka”. Jest to stan duchowej uważności, czujności, trzeźwości, świadomości tego, co się czyni, i czynienia tego skutecznie, stan posługiwania się instynktem duchowym, „widzenia” innych poziomów siebie samego, odkrywania rozwijającej się doskonałości etycznej i uświadamiania sobie, że jest ona skutkiem „zbliżania się do Światła”. To stan umacniania się metanoi, otwierania się na odczuwanie coraz większej miości do Tego, który jest Niepoznawalną Tajemnicą, dającą jednak poczuć swą obecność, o ile odsłoni się sfera będąca centrum duszy. Bez stanu apathei nie jest możliwe uświadomienie sobie zdolności człowieka do kontemplacji.”

Cytat z Duchowości ciała Alexandra Lowena (Alexander Lowen Duchowość ciała Jacek Santorski & Co. Agencja Wydawnicza, Warszawa 1992, s.170 – 171)

Grzeszyłbym brakiem realizmu, gdybym pomionął fakt, że rozum i nauka wielce wzbogaciły nasze życie. Żaden cywilizowany człowiek nie zechciałby, ani też w pełni by nie potrafił, powrocić do prymitywnego sposbu życia. Brak by nam było piękna i urozmaicenia, jakie wniosła do naszego życia kultura, i byłoby dla nas prawie niemożliwością przetrwanie bez umiejętności i narzędzi, które człowiek wytworzył wciągu wieków. Nie potrafilibyśmy przeżyć na tamtym poziomie, ponieważ utraciliśmy wrażliwość na przyrodę i zdolność jej rozumienia, jaką posiadał człowiek pierwotny. Nie powinniśmy jednak wybierać żadnej z tych dwóch skrajności – uległej zależności od natury ani wyrafinowanej niezależności od niej.Potrzebna jest nam raczej właściwa równowaga i harmonia między przeciwnymi siłami w naszej osobowości, między racjonalnym umysłem a zwirzęcym ciałem, między aspiracją do wzlotów a potrzebą bycia zakotwiczonym w rzeczywistości naszej zależności od ziemi, która zapewnia nam pokarm i oparcie.
Na Wschodzie, równolegle z zachowaniem bardziej animistycznych przekonań, ludzie mają rownież więcej wiary w uzdrawiającą moc ciała. Wiara ta nie odrzuca oczywiście pomocy, jakiej może udzielić antybiotyk w zwalczaniu ostrej infekcji, niemniej przekonanie, że wiara czyni cuda, nie jest pozbawione słuszności. W bardzo wielu udokumentowanych przypadkach wiara zamieniała prognozę śmierci w wyleczenie wyglądające na cud. Cuda takie nie są jednak owocem działania tajemniczych sił zewnętyrznych, które wchodzą do ciała, by uleczyć chorobę. Na tej zasadzie działa przeważnie współczesna medycyna, interweniując za pomocą lekarstw lub instrumentów. Wiara działa od wewnątrz, chociaż może zostać wywołana doświadczeniem miłości. Na przykład otwarcie się na miłość Boga wywiera bardzo pozytywny skutek na ciało, poprzez jej pobudzające i otwierające działanie. Gdy ktoś łączy się z uniwersum, co jest tym samym, co doświadczenie miłości Boga, wówczas jego energia wzrasta do tego stopnia, że przepełnia ciało, promieniując na zewnątrz radosnym podniecemniem. Owo zewnetrzne promieniowanie może być widoczne w postaci pięknej aury wokół ciała. A ponieważ owo podniecenie lub energia jest źrodłem życia, może czasami pokonać destrukcyjne odziaływnie choroby.
Można by dowodzić, że wiara nie zawsze ma taki dobroczynny skutek. Nie jest to prawdą, jeżeli wyobrażamy sobie wiarę jako cielsną reakcje na życie. Otwarcie siebie na życie (i w konsekwencji rwnież na miłość) zawsze zwiększa poziom energii w ciele i dlatego zawsze daje pozytywny efekt. Wiarę trzeba zatem zdefiniować jako stan bycia otwartym, który pozwala, by naturalane pobudzenie przepływało swobodnie poprzez ciało.”

 

Cytat z Czowieka na nowo Barbary Krygier (Barbara Krygier Człowiek na nowo Warszawa 2009, s. 146 – 147)

„Wszyscy znamy cytat z „Małego księcia” A.Saint-Exupery, który brzmi: „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”. Oczywiście każdy może powiedzieć „no dobrze, ale jeśli ktoś widzi sercem, to jak to sprawdzić?”
Tak się składa, że najpierw filozofia, a teraz współczesna nauka zajęła się sprawdzaniem „pojmowania, czy postrzegania sercem”. Istnieje już scince of hearth – nauka o sercu i przyjęte są w niej najnowsze metody badawcze, stosowane współczesnie w neurobiologii, jak również wysoce precyzyjna aparatura, która bada właśnie możliwości przyjmowania oraz wysyłania sygnałów przez nasze tak bardzo złożone organy jak mózg i serce, które posiada swój własny układ integracyjny. W przenośni można by go nazwać dodatkowym mózgiem. Serce posiada również ścisłe połączenia neuronalne z rzeczywistym mózgiem. I coraz więcej wiemy o ich funkcjonowaniu.
W jodze serca od wieków znane są ćwiczenia, ktore polegają na świadomym harmonizowaniu pracy serca i umysłu. W prawosławnej ścieżce rozwoju duchowego nazywa się to „sprowadzaniem umysłu do serca”. Dopiero zintegrowanie tych funkcji prowadzi do prawdziwej mądrości i zdolności współ-odczuwania z wszystkimi istotami żyjącymi.”

Cytat z książki Chris Griscom Czas jest złudzeniem (Oficyna Wydawnicza Aster, Kraków 1993 r., s126)

„…Nie istnieją jednak ściśle sformułwane reguły, żadne pewne linie postępowania, które mówiłyby, co należy, a czego nie należy czynić. Chodzi po prostu o zrozumienie i subtelne odczuwanie używanego przez nas systemu energetycznego. Wino np. jest bardzo korzystne dla trawienia, przynajmniej dobre, stare wino, które nie jest wymieszane ze zbytnio obciążającymi szkodliwymi substancjami. Ale zarazem alkohol obniża częstotliwość drgań! Tak więc musimy znależć wyważony stosunek do używania takich rzeczy. Musimy spytać: co chcemy osiągnąć, co jest naszym celem? Jeśli zdecydujemy, że chcemy podwyższyć naszą wrażliwość, zwiększyć częstotliwość wewnętrznych wibracji, zdobyć dostęp do wyższych wymiarów, pojąć nową rzeczywistość i móc się spontanicznie rozwijać – wtedy nie powinniśmy nawet tykać alkoholu.”

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *