Wydane tomiki

(1)  Płonąć, aby żyć (1993)
(2)  Umieranie czasu (1994)
(3)  Płonąca skała (1995)
(4) Wzajemność (1996)
(5)  X wierszy na drogę do raju (1998)
(6)  Z daleka i z bliska (1998)
(7)  Między Alfą a Omegą (1999)
(8) Tajemnica życia i śmierci  (2000)
(9)  Tajemnica Zmartwychwstania (01)
(10) Na mistycznej ścieżce (2002)
(11) Na grani (2009)
(12) Mistyka odwiecznej granicy (2015)

(1) Płonąć, aby żyć

Słowo wstępne
Najprawdopodobniej każdy człowiek, przynajmniej od czasu do czasu, zastanawia się nad swoją przeszłością; wnioski płynące z analizy własnych, a niekiedy i cudzych przeżyć mają niemały wpływ na bieżącą aktywność człowieka i jego myślenie o przyszłości.
Zaglądając do swoich „poetycko zapisanych zeszytów” pomyślałem, że może warto byłoby się podzielić przeżyciami, które – dotykając moich uczuć, przemyśleń i wiary – miały i mają znaczący wpływ na kształtowanie się mojej osobowości.
Tomik Żyć, aby płonąć kryje w sobie trzydzieści lat mojego życia – czas, kiedyś nie w pełni uświadamianej tęsknoty do Boga, czas doświadczania i coraz wyraźniejszego rozróżniania dobra i zła, czas świadomego szukania i zbliżania się do Boga. Dzisiaj myślę, że warto było cierpieć, i z przekonaniem mówię, że bez cierpienia i bez nadziei trudno jest zrozumieć siebie i niemożliwe staje się spotkanie Boga, nawiązanie z Nim autentycznej relacji.
Pragnę zatem podzielić się moim doświadczeniem – czynię to przede wszstkim z myślą o tych, którzy poszukując prawdy zrezygnowali z egoizmu i próbują znaleźć bliźnich, pragną zbliżyć się do drugiego człowieka przeczuwając, że właśnie w ten sposób mogą zbliżyć się do Boga.
Świdnik, 10. kwietnia 1993 r.

***
Brzoza
taka nerwowa jesienią
wiatr
jakiś zachrypnięty
ja
ni to człowiek
ni to ryba
taki na wpół śnięty
szukam tlenu w ciszy
ciepła w blasku księżyca
przyjaznego zwierzęcia
na pustej polanie
a wokół
piękne
martwe
liście

(wiersz ten powstał 1 XI 1967 r., czyli w roku mojego debiutu prasowego; tomik ten rozpoczyna się wierszem z 2 XI 1962 r., natomiast kończy – wierszem z 25 III 1993 r.)

***
Idę
w coraz większej mgle
nic nie widzę
tylko słyszę
nie twój śpiew
nie twój płcz
nie twój krzyk
tak
to
ty!

 

 

 

(2) Umieranie czasu

Słowo wstępne

Tomik niniejszy składa się z trzech rozdziałów: I. Korzenie II. Konary III. Wiatr; tym trzem symbolicznym tytułom odpowiadają trzy horyzonty czasowe: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Korzenie są niewidoczne, ale potężne, trzymają i zasilają drzewo. Konary są tym, co jest widoczne i charakterystyczne dla danego gatunku drzewa. Wiatr przynosi deszcz, zapyla kwiatostany drzew i zbóż, wiatr jest ruchem powietrza, jego wymianą, oddechem i życiem ziemi.
Kiedy człowiek wnika głębiej w rzeczywistość, obserwując ją, zastanawiając się nad nią czy poddając się przeżyciom mistycznym, wtedy wyraźnie odczuwa, że te trzy horyzonty czasowe nakłdają się na siebie; tego rodzaju odczucie wzmaga w człowieku poczucie odpowiedzialności za własny los, jak i los ludzi w ogóle.
Autor uważa, że wzrost takiego właśnie poczucia odpowiedzialności u człowieka jest warunkiem wydłużenia jego pobytu na planecie Ziemia.
1 czerwca 1994 roku.
***
Trzeba ujrzeć smierć
by na kolana paść
zgiąć twardy kark
i rzec
oto ja
u Twych stóp
Panie mój
chcę żyć!
Trzeba umieć
ponad ciało się wznieść
wszelkie myśli oddalić
w pokorze największej
otworzyć swe serce
miłością zapłonąć
i ufać
a siłę woli
w pragnienie spotkania się z Nim
przeistoczyć
i pragnąć
jeśli rzeczywiście chce się żyć
pragnąć ze wszystkich swych sił
spotkać się z Nim
by dalej
bardziej duchem
niż ciałem
żyć!
***
Można kochać
i miłością uzdrawiać
można nienawidzieć
i nienawiścią zabić
można trwać
w zwątpieniu
w uporze bez granic
w pokucie
w cierpieniu
a nawet
na głupców wezwanie
oddać życie
bo gdzie ciemność
tam
dla trwania człowieka
potrzebna krwawa ofiara
a gdzie światło
choćby jeden promyk maleńki
tam serce mocno bije
a płonąca dusza
podąża za Panem na wzgórza zielone
tam slychać krzyk Ziemi
stamtąd
wiatr niesie głos Pana
dla ciebie człowieku
dla Ziemi
i dla Wszeświata

 

(3) Płonąca skała

Słowo wstepne
„Płonąca Skała” to indiańskie imię Dziewczyny, która, mimo swego białego koloru skóry, z wielkim szacunkiem, a może nawet i miłością odnosi się do zniszczonego „Świata Indian”. Zainteresowanie tą odległą kulturą wydaje się mieć duży wpływ na postawę życiową „Płonącej Skały”; umiłowanie przyrody, troska o autentyczność i czystość uczuć, to dominujące cechy w Jej odniesieniu do ludzi i świata.
Znajomość z wyżej wspomnianą Dziewczyną stała się dla mnie inspiracją do napisania kilkudziesięcieu tekstów poświęconych uczuciu miłości.
Oddając ten tomik w ręce Czytelników, żywię nadzieję, że zawarte w nim teksty pobudzą Czytelników do głębokiej refleksji nad życiem, miłością i śmiercią, a wszystko to w oderwaniu od rażącej wulgarnością medialnej piany i w poczuciu znalezienia się w niewidzialnym świecie ludzkich uczuć.
Jesień 1995.
***
Mówisz
że chcesz ze mna iść
a ja
chciałbym z Tobą biec
by było widać
że zycie we dwoje wzlotem jest
i każdego dnia coraz wyżej się pnie
ponad wiosenny powiew
ciszę jesieni
śniegu biel
powtarzalność świąt
i ponad wszelką przemoc
coraz wyżej
i wyżej
aż do przekroczenia
jeszcze za życia ciała
niebios bram

***
Już mnie nie kusi
ciemność naga
jeszcze pamiętam
dalekie wypady
seminaria
bliskie spotkania
śmiech (.)krzyk (.)płacz
Już nie rozmyślam
o błękitnym rydwanie
zostanę tutaj
aż się wypełni nasz czas
bo dzisiaj
tradycyjne słuchanie Słów Świętych
czy nawet codzienne
mechaniczne ich powtarzanie
to stanowczo za mało
trzeba sposobem swojego istnienia
siebie i wszystkich wątpiących
przekonać
że miłość
z najtwardszej skały
i z największego pragnienia
sie poczyna
i jest
długim
mozolnym
rzeźbieniem
niepowtarzalnej
ludzkiej twarzy

 

 

(4) Wzajemność

Słowo wstępne
Różne są źródła inspiracji poetyckiej: piękno przyrody, przeżycia religijne, muzyka itp. Niniejszy tomik wierszy powstał na bazie doświadczeń, jakich dostarczyła autorowi współpraca z bliskimi mu ludźmi. Przedstawione tutaj teksty nie są panegirykami w klasycznym rozumieniu tego pojęcia; imiona, wymienione w nagłówkach niektórych wierszy, wskazują Osobę, która swoją postawą wobec autora „przyczyniła się” do powstania danego tekstu. Wiersze z tytułami (pięć pierwszych) są w zamyśle autora, listami poetyckimi.
Tytuł Wzjemność wraz z dedykacją – „Pragnącym bez przemocy żyć” – wskazuje ideę, której ignorowanie, zdaniem autora, prowadzi do wzrostu nienawiści, nasilania się terroryzmu, a w przyszłości może doprowadzić do konfliktu na wielką skalę.
Autor ma świdomość, że przedstawione w niniejszym zbiorku teksty mocno odstają od kanonu tzw. kultury masowej; adresowane są one do tych Czytelników, którzy szukają poważniejszych i głębszych treści. Krytykując kulturę masową, autor nie czyni tego z pozycji tzw. człowieka zbuntowanego (nie uważa się za takowego); sądzi jednak, że w kulturze masowej występuje zadziwiający paradoks, albowiem z jednej strony mówi się w niej o tolarancji i walce z przemocą, z drugiej natomiast kultura ta tłumi potrzeby psychiczne wyższego rzędu, przyczyniając się tym samym do niszczenia funadamentów, na jakich buduje się postawy miłości, wzajemności i tolerancji.
Wrzesień 1996 r.

Pamięci Przyjaciela Witolda O.
Są ludzie
mający dobro we krwi
i niechęć do zła
gdziekolwiek rzuci ich los
tam
bez nienawiści
i bez przemocy

według serca
i wolnej woli
w oceanie życia się poruszają
niby zagubieni
jakby beztroscy
słowem żelaznym
o istnieniu swym światu przypominają
i o tym
że dobro
to nie tylko dobre uczynki
a zło
nie tylko w ciemnościach się ukrywa
że jedno i drugie jest jak Abel i Kain
Kiedy odchodzą
jeszcze jaśniej widać ich prostą drogę
taką szedł i Witold
i taką pójdzie
bez wątpienia do Nieba
Od nikogo niczego nie żądał
dzięki Niemu
żyje jeszcze wielu ludzi
wśród nich – i ja

Synowi Mateuszowi
Jedno jest życie
a wiele sposobów istnienia –
z Bogiem
bez Boga
z żoną
bez żony
z mężem
bez męża
z dziećmi
bez dzieci
w radości
w smutku
w mądrości
w głupocie
w wolności
w niewoli
Jeśli słowa te
coś Tobie mówią
rozważ je
jesli widzisz
szukaj
jesli znaleźć chcesz
kochaj z wzajemnością
i nie umieraj z własnej woli
ani dla cudzej przyjemności
jedno jest życie
i warto godnie je przeżyć

(5) Dziesięć wierszy na drogę do raju

Słowo wstępne
Nie jest chyba tak, że wszyscy myślą tylko o pieniądzach, i nie jest chyba tak, że wszyscy mają bezkrytyczny stosunek do tego, co oferują nam politycy, dyktatorzy mody, mistrzowie kina, itp. Człowiek nie istnieje tylko po to, aby konsumować, tkwi w nim także potrzeba tworzenia, a prawidłowe zaspokajanie tej potrzeby warunkuje pozytywny i nieustający rozwój człowieka. Poziom twórczości w różnych dziedzinach życia, a nade wszystko w kulturze, wydaje się być miarą poptencjału rozwojowego każdej wiekszej wspólnoty ludzkiej.
Obserwują współczesną polską kulturę, a w szczególności sztukę, trudno nie zauważyć, że staje się ona jakś anemiczna, a wiedząc, że to właśnie sztuka jest sercem kultury, nie sposób nie zadać pytania – dokąd zmierzamy?
Być może data 2000 sprawiła, że poszukując odpowiedzi na na w/w pytanie popadłem w filozoficzny nastrój, który zaowocował kilkoma wierszami, tworzą one pewną całość, którą zatytułowałem Dziesięć wierszy na drogę do Raju
Ośmieliłem się zabiegać o opublikowanie tych tekstów chociażby dlatego, że „wychodzą” one poza utarte i mdłe, ale z drugiej strony „bezpieczne” i niekontrowersyjne, tematy.
Mam świadomość, że jest to lektura dla ludzi poszukujących odpowiedzi na trudne pytania i będę bardzo rad, jeśli tomikiem tym wzmocnię nadzieję znalezienia odpowiedzi na te trudne pytania.
Świdnik, latem 1998 r.

Pustynia
Trzeba zamilknąć
aby usłyszeć krzyk serca ludzkiego
aby odróżnić spojrzenie czyste od spojrzenia mętnego
aby poczuć serce w uścisku dłoni
Nie należy mówić o świecie
nie ogarniając myślą wszystkiego
lepiej zaczekać do pasji nocy
i w chwili olśnienia zacząć swą wypowiedź
Nie wolno mówić o Bogu
nie znając slów godnych Najwyższego
a jeśli takich brakuje
trzeba je stworzyć
Tworzenie w ciszy się odbywa
tylko w milczeniu ciszę można usłyszeć
tylko w ciszy można odczuć duszę swoją
piękno i cisza bez siebie istnieć nie mogą
Cisza jest duszą pustyni
nie słychać tam głosu człowieka
ani śladów jego nie widać
można śmiało ze sobą rozmawiać
Pustynia nie wabi
słońce wzbudza tam lęk
nocą bezkarnie przechadza się śmierć
końca drogi nie widać
Jednak wyruszyć tam trzeba i powrócić
z dziecięcym uśmiechem na twarzy
ze słowem w żarze sprawdzonym
z mocnymi skrzydłami u ramion
Człowieczy los
Pytasz o sens
pytasz o cel
pytasz o miłość
i zaraz odpowiedź chcesz znać
Nie ma rzeczy wielkich na żądanie
prawda zjawia się sama
i w najwłaściwszym momencie
bo piękno życia Boskim prawem rządzi się
Nie ma farta ani pecha
jest nurt w górę i ciążenie w dół
taniec śmierci
albo szukanie Boga
Jest cierpienie i radość kojąca ból
są nadzieje i ich spełnianie się
jeśli życie nie jest się miotaniem
jesli życie jest się przeistaczaniem.

 

(6) Z daleka i z bliska

Słowo wstępne
Z daleka, przenosząc się myślami do czasów praczłowieka, uwzględniając fakt przyjścia, ukrzyżowania i Zmartwychwstania Jezusa, zastanawiając się nad własną drogą życiową, a wszystko to na tle, albo raczej w strumieniu dnia dzisiejszego, – u progu trzeciego tysiąclecia.
Każde czyste spojrzenie, każdy serdeczny uścisk dłoni, każde, nawet przypadkowe, ale autetyczne spotkanie się dwojga ludzi może być źródłem bezcennych przeżyć, bez których trudno się czuć w pełni człowiekem.
Autor uważa, że my ludzie niewiele wiemy o pozytywnych i negatywnych stronach natury ludzkiej, właśnie ta niewiedza jest główną przyczyną konfliktów, dramatów i tragedii ludzkich.
Wiersze zebrane w niniejszym tomiku „dotykają” niektórych aspektów zjawisk zachodzących gdzieś głęboko w nas, gdzieś na pograniczu duszy i ciała. Teksty te pwstały w latach 1996 – 1997. Inspiracją do ich napisania były różne sytuacje i zdarzenia, jakie dane było autrowi przeżyć w autetycznych spotkaniach z bliskimi mu ludźmi. Umieszczanie imienia i pierwszej litery nazwiska (prócz ostatnich dziwięciu tekstów) niech będzie odczytane jako wyraz wdzięczności autora za okazaną mu szczerość i pomoc.
Świdnik, jesienią 1997 r.

Rozmowy w szpitalu klinicznym
Lekarz ordynator
nawet nie zaczął ze mną rozmowy
nie miał czasu
zdążył jednak spojrzeć w moją stronę
nim lekarz prowadzący na inny oddział mnie skierował
Tu
od przemiłej pielęgniarki usłyszałem:
„Jest pan zaplanowany
boi się? –
nie trzeba! –
tak szybko się nie umiera!”
Wieczorem kolejna rozmowa:
„Jestem anastezjologiem
bedę pana znieczulał
z sercem kłopotów nie ma?…
ale najpierw będzie pan przewieziony
z wbitą zakrzywioną igłą…
proszę w tym miejscu podpisać.”
Po tej rozmowie gwałtownie wyzdrowiałem
zapadło głuche milczenie
Rano przerwał je najmilszy z lekarzy:
„Jeśli jutro też tak będzie z panem
to wypiszemy do domu.”
Tak było!
„Wiecej takich pacjentow!” –
usłyszałem na pożegnanie
Rozmowa z samym sobą
Znowu przeholowałem
ale trudno było inaczej
skoro
jak się później okazało
dobro wyższe tego wymagało
Znów powiedzą – wariat
ale ja wolę być takim wariatem
niż
nieświadomym stanu swego ducha
pozbawionaym szansy zachwytu
normalnym
pokornym
fornalem
Mam świadomość
że rozmową z samym sobą
trochę się naraziłem
zwłaszcza tym
któłrzy mają i tu i tam
wszystko dokładnie poukładane
Pokornie przepraszam
i do kolejnej rozmowy
na temat tęczy nad bagnami
gorąco zapraszam

 

 

(7) Między Alfą a Omegą

Słowo wstępne
Jśli ktoś lubi wiersze „do poduszki”, wiersze, które łagodzą stres i poprawiają samopoczucie, to w tym tomiku takich tekstów na pewno nie znajdzie. Wiem, że sztuka powinna „jak pies lizać rany”, koić ból, myślę jednak, że usuwanie przyczyny bólu jest zabiegiem bardziej wartościowym, ale również bardziej skomplikowanym, tak dla „chirurga duszy” jak i dla pacjenta. Myśląc o takiej właśnie duchowej chirurgii przyjąłem specyficzną konwencję poetycką, po prostu poruszam się swobodnie w czasie i w przestrzeni.
Jestem świadom karkołomności wyżej wspomnianej konwencji, ale jestem również świadom tego, że jest nam potrzebny „skok nad przepaścią”, jeśli go nie uczynimy, to zmarnieją nam serca, nim zdążą zapłonąć.
Między Alfą a Omegą to synteza wszystkich trzech horyzontów czasowych – przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Zebrane tu teksty, to różne konfiguracje ludzkiej postaci, na pozór – zlepek różnych tekstów, ale tylko na pozór, skupiony Czytelnik odczuje moc miłości i zamyśli się nad jej tajemnicą.
Świdnik, cerwiec 1999 r.
List do młodego pokolenia
Jeszcze można –
zdobyć wolność
dowieść niewinności
stać się sobą
mocno się zadziwić
i zamyśleć na nadmorskiej plaży
Juz nie wolno –
lekceważyć innej wiary
sądzić niewinnego
zapominać o istnieniu duszy
ufać politykom
wierzyć w statystyczne dane
trzeba ciągle szukać –
Boga i przyjaciół
miejsca dla siebie
i drogi do raju
Trzeba czuwać
by nie upaść z własnej winy
trzeba mówić prawdę
aby nie utonąć w bagnie
Trzeba nadać sens istnieniu
by głupota normą się nie stała
trzeba kochać
aby życ normalnie

W drodze na szczyt
Spotykasz przyjaciela –
jesteś w niebie
spotykasz łotra –
mętny wir cię wciąga
trzeba czuwać
Na Ziemi ciągle palą się ogniska
z daleka nie widać
jaki ogień z nich się wydobywa
z których cieszy sie Bóg
a z których – Bestia
Trzeba podejść bliżej
i popatrzeć z niewinnością dziecka
trzeba myślom dać swobodę
aby czuły nurt prawdziwy
aby nie błądziły w czarnym dymie
Trzeba chwilę sie zatrzymać
wyjść z ciężaru ciała
poczuć własną duszę
uświadomić sobie ciszę głębi
i sumbole wąskiej ścieżki
Nie jest łatwo czuwać nad oddechem
jeszcze trudniej – wyczuć Pwoiew Ducha
szczytem marzeń – poczuć Boga
wszystko jest możliwe
i jest tuż tuż

 

 

(8) Tajemnica życia i śmierci

Słowo wstępne
Rozumiem demokrację, jako optymalne warunki do normalenego życia w społeczeństwie, ale jeśli jest tak, że wraz z pojawieniem się tych warunków maleje liczba urodzin, a wzrasta liczba zgonów, to należałoby się zastanowić, czy w mechanizmach tejże demokracji nie jakiegoś dużego defektu. Niniejszy tomik, podejmujący roblematykę życia i śmierci, zbiegł się w czasie ze zjawiskiem depopulacji w naszym kraju, co nie oznacza, że włśnie ten smutny fakt skłonił mnie do napisanie tej książeczki.
Do podjęcia zagadnienia życia i śmierci – niewątpliwie jednego z najtrudniejszych zagadnień na gruncie filozofii, socjologii i psychologii – dojrzewałem ponad trzydzieści lat; tomik niniejszy jest efektem moich wieloletnich poszukiwań, przemyśleń i doświadczeń, jest świadomie podjętą próbą poetyckiego ujęcia spraw ważnych, ale nie wyjaśnionych do końca, owianych tajemnicą, czasami wkomponowanych w procesy chorobowe, w akty samobójcze, patriotyczne czy religijne.
Jestem świadom wagi słowa, zwłaszcza pisanego, biorę więc pełną odpowiedzialność za każdy zamieszczony tutaj tekst, a także za intencję niniejszego tomiku, którą można wyrazić w następujący sposób: Na początku nie było snu na jawie, tylko twórcze czuwanie, stąd Apokalipsa – by przerwać ten sen.
Świdnik, Luty 2000 r.

Muzyka duszy
Pierwszy samodzielny krok
wyostrza słuch i wzrok
serce zaczyna smielej bić
dalekie staje się bliskie
miłóść – żarem
nienawiść – wstydem
szczęście – niepokojem
życie – próbą boskiego wyrazu
Kilka gorących łez
muzykę duszy rozpoczyna
to najcichsze na świecie preludium –
szmer staczających się łez
nieziemski muzyk gra
łzy padają do stup
wszystko zaczyna falować
jakby Pegaz wyruszał do nieba
szum skrzydeł narasta
ziemia drży od galopu
znikają chmury
gwiazdy coraz bliżej
Świadomość
niczym potżeny żagiel
wypełnia się duchem
Miłość
zbliża sie do Krzyża
ogarnia Go
przenika
rozpala się
Reszta w partyturze
Dyrygenta Wszechświata
Powrót do raju
Czy istnieją góry bez dolin
a doliny bez gór?
więc i liczby
i Bóg
mają swoje przeciwieństwo
zatem istnieją –
matematyka i poetyka
Stwórca i Niszczyciel
byt i niebyt
Nie sposób węc nie dostrzec –
płynności i chaosu
kosmicznego pędu i bezruchu
kreacji i rozpadu
nie sposób też się nie rozstać
z „Energią” Einsteina
i pójść dalej
głębiej
tam
gdzie wszystko się rozstrzyga
Istnieją podstawy
aby wierzyć
że funkcje przeciwstawne
w układach otwartych
zbliżają się do siebie
a osiągnąwszy stałą kosmiczną
zamieniają się miejscami
czyli
Wszechświat umiera
i się rodzi zarazem
Arystotelesowska logika
ma też swoje przeciwieństwo
jest nim symbolika poetyki
oba systemy współistnieją ze sobą
jak dzień i noc
i wraz ze wschodem słońca
rozpalają nowe ogniska nadziei
wzmacniając życie
w zmaganiach ze śmiercia
Platon
nie odkrywszy istoty bytu
i nie przeczuwając tego
co sie wkrótce stanie
idee na szczycie góry ulokował
zrzucając człowieka w przepaść
ten przeżył i czeka
aby ktoś nad nim się zlitował
Adam i Ewa współegzystowali z Bogiem
łączył ich język symboli}
tak było na początku
dzisiaj jest pustka
wyorane i zdeptane idee
okaleczony język symboli
Niszczyciel pragnie triumować
kusi dreszczem niebytu –
oswaja ze smiercią
rozbudza żądze
czyni z człowieka narzędzie
potrzebne przez chwilę
Uliacami
ze strzępami ducha
podążaja ludzie
wielu z nich ma nadzieję
że w stronę raju

(9) Tajemnica Zmartwychwstania

Słowo wstępne
Moja refleksja nad Milenium zaowocowała pomysłem napisania „Tryptyku milenijnego”; niniejszy zbiorek jest właśnie trzecią częścią (pierwsza – Między Alfa a Omegą i druga – Tajemnica zycia i śmierci uazały się w latach 1999 – 2000). Nie będąc osobą duchowną ani teologiem podjąłem ryzyko wypowiedzenia się na te tematy, jak się wydaje, zarezerwowane właśnie dla w/w osób. Zsatanawiając się nad fenomenem życia w kontekście sztuki (którą uważam za najbardziej uszlachetnioną formę ludzkiej aktywności), w tym także poezji (którą defiuję jako echo myśli tańczących w promieniach słońca i kąpiących się w głębinach oceanu duszy dla rozjaśnienia ciemności), doszedłem do przekonania, że najbardziej uszlachetniającym i najbardziej rozjaśniającym wydarzeniem na Ziemi było i jest Zmartwychwstanie Jezusa, i właśnie dlatego poetyckim odniesieniem się do tego Wydarzenia pragnę zamknąć mój „Tryptyk milenijny.”
Zbiorek ten jest moim dziękczyniem Bogu za Zmartwychwstanie Jezusa; stworzyłem go jako człowiek pokładający nadzieję w Zmartwychwstałym Panu.
Mam nadzieję, że teolodzy nie potępią mnie za odwagę publicznego wypowiedzenia się na temat Zmaartwychwstania Jezusa, liczę na życzliwość i ewentualną pomoc w poznawaniu tajemnic chrześcijaństwa.
Świdnik, kwiecień 2001 r.
Chrystus
Chrystus
to Ten Jedyny na Ziemi
Ktory ogarnąwszy wszystko
– od poczatku do konca –
odszedłtak
by pozostać
i JEST
Chrystus
to Ten jedyny
Który wyzwala z ciemności
uzdrawia i wskrzesza
kocha i cierpi
dla uświęcenia człówieka
Chrystus
to droga i brama
do zjednoczenia z Ojcem
takie jest przeznaczenie
Boskiego Stworzenia

Antychryst
Antychryst
to ten z ludzi
który sztuką kuszenia
wabi ludzi małej wiary
posługując sie kłamstwem
wzbudza nienawiść i zamęt
Antychryst
to ten z kochanków śmierci
który pragnie jej najbardziej
ta ochoczo wychodzi mu naprzeciw
i się do syta bawią
każdą swoją ofiarą
Antychryst
to ten z kreatorów
ktory potrafi opętać materią
zniszczywszy w ten sposób ducha
rzuca człowieka na kolana
przed sobą

 

t10

(10) Na mistycznej ścieżce

Słowo wstępne księdza profesora KUL Krzysztofa Guzowskiego:
Piękno zbawi świat
Na temat, czym jest poezja, wylano już rzekę atramentu. Poezja jako intuicja świata; poezja jako miłość i podziw wobec „uroków” świata; jako rozmowa z Bytem; jako zbawienie egzystencji; wyzwolenie ze śmierci (poezja nigdy nie umiera). Tu wchodzimy w przestrzeń poezji jako wiecznego dialogu pomiędzy Miłością, która dzieli się Sobą dając tchnienie swego niekończącego się piękna a osobą ludzką, która jest refleksem tego piękna, dzięki otwarciu na to, co Boskie. Przypomina się zdanie św. Augustyna z Hippony: „Jeśli się nie uduchowisz aż do ciała, to się ucieleśnisz aż do duszy”. Mistycyzm widzi tylko ten podwójny ruch kosmosu: wznoszący się do Ducha i zstępujący do materii samotnej, która nigdy nie miała wieczności i nigdy nie będzie jej mogła człowiekowi udzielić. Droga mistyczna! – to przyszłość poezji. Mistyka daje widzenie, że człowiek nie istnieje ani na dnie, ani na szczycie – przez całe swoje życie może wznosić się coraz wyżej, lub schodzić coraz niżej. Każda osoba ludzka ma taką swoją „mistyczną ścieżkę”, którą podąża świadomie lub nieświadomie ku światłu, lub pogrążając się w cieniu. Poezja bywa wyrazem i obrazem tej drogi. Na pewno taki kierunek prezentuje poezja Janusza Adamczyka w prezentowanym tomie „Na mistycznej ścieżce”
W wierszach Adamczyka człowiek żyje „na styku” świata duchowego i materialnego. Materia jest na tyle „samotna”, że bez ducha czekają ją tylko bezsens i unicestwienie. Sama materia nie ma też „słowa”, jest niema i swoim milczeniem (jak w koncepcji Heideggera) przyzywa ludzkie słowa. Ten cały dialog ze światem przedmiotów odbywa się w przestrzeni dialogu z Prawdziwym Słowem. Mowa pojawia się dopiero wówczas, gdy przekraczamy granicę bełkotu, niosąc sens i odpowiedź na piękno, którego formę i blask odkrywa człowiek wraz z odkryciem jego Źródła. Typowo mistycznym paradygmatem jest „wieczność”. Janusz Adamczyk przypomina to, co obce poezji postmodernistycznej: fragment należy do całości. Czas ziemski, ten zwariowany, ma swoje wytłumaczenie w czsie boskim: tam nic nie przemija, nie zanika, lecz jest wymianą życia. Wieczność to nie śmierć, kres wszystkiego, załamanie sensu… Wieczność to istota życia, które nie bierze się z „ginącego świata”, lecz z miłości wiecznej. Nie stwarza nicości, lecz coraz większą jedność między „fragmentami” czasu, między jenostkami. Poeta jest świadomy, że nie można kontemplować wieczności bez Boga, bo byłaby to kontemplacja własnej samotności, zagubienia materii. Mocą tej mistycznej „ścieżki” jest istnienie dialogu, który przechodzi ze świata Trzech Osób Bożych w świat ludzki. Dlatego mistyka odnajduje sens piękna świata w Miłości, jako „kręgu mocy życia”.
Poeta ze Świdnika definiuje w swoim zbiorze bardzo istotne przesłanie poezji. Poezja nie tylko rodzi się z potrzeby mówienia, lecz z potrzeby duszy. Ona jest wyrazem tej głębi życia, której nie odnajdujemy na powierzchni zdarzeń ani słów. Cały świat wewnętrzny chce się wypowiedzieć na zewnątrz. Świadomość, że do osoby ludzkiej tak naprawdę należy tylko jej wnętrze, stanowi punkt zwrotny każdego typu twórczości. Idąc wraz z Autorem jego mistyczną ścieżką, docieramy do spotkania z „Pięknem, które zbawi świat” (F.Dostojewski). Jest to Chrystus, który właśnie na krzyżu doznaje wyniesienia do Chwały. Podobnie cały świat doznaje przemiany piękna tam, gdzie jest nieprzygotowany na niespodzianki Miłości. W poezji Janusza Adamczyka pobrzmiewa ta nuta nadziei i piękna.

Ks. Krzysztof Guzowski

Narodziny duszy
Jak młoda trzcina
targana wiatrem
wynurza się z topieli
tak i ona – dusza człowieka
jedyna i niepowtarzalna
z niewoli ciała się wydobywa
bez jej płomienia
człowiek jakby oczu nie miał
Kto czuje niebiańską moc
rozpalającego się w sercu ognika
ten z lekkością stąpa po ziemi
bywa też w głebinach
i w przestworza się unosi
oddala kuszenie szatana
i do Boga się zbliża
nie ginie na sztormowej fali
nie spada ze skały –
takie szczeście ma człowiek
którego dusza płonąć zaczyna

Twoja niewinność
W absolutnym bezruchu
pełen podziwu
ogarniam Twoją niewinność
Nie otwierając ust
żałuję za moje grzechy
i proszę o rozgrzeszenie
Tak wpatrzony w Ciebie
odzyskuję czystość mej duszy
Wiem
że trudno w to uwierzyć
i wielu nie wierzy
dlatego Ty (.)niewinna
a nie oni
pewni siebie i gardzący nami
(.)zmieniasz ten świat!

                           (11)  Na grani

Iskra Ducha (wiersz otwierąjcy tomik)
(wiersz klucz)

Są obrazy i jest muzyka
ale to słowa – niczym okręty
od wieków płyną poprzez świat
Serce – nieustająco tęskni
wiara – ożywia duszę
intelekt – to jakby wielki port
(.)gdzieś na ich styku …
iskra DUCHA żarzy się
warto dla NIEJ żyć
chwytając dobry wiatr!

Dla dwumiesięcznej Wnusi i nie tylko dla Niej (wiersz zamykający tomik)

Maleńki
a jakże już wielki
jest Człowiek!-
nie mówi
nie pyta
nie odpowiada
nie osądza
(.)jedynie
szuka Boga
na tym świecie!

                       (12) Mistyka odwiecznej granicy
Dyskurs filozoficzny z poetyckimi ozdobnikami

Zamiast wstępu
Los tak chciał, że w latach 2009 – 2013 byłem „zmuszony” wyjeżdżać do Anglii, aby tam opiekować się moją wnusią Abbygail, a wynikało to z konieczności dokształcania się mojej córki Klaudii i braku możliwości uzyskania urlopu wychowawczego przez ojca Wnusi.
Moje własne Dzieci nieraz inspirowały mnie do napisanie jakiegoś wiersza (co ma odbicie w dotychczas wydanych tomikach), ale Wnusia okazała się być dla mnie wyjątkowo wielką inspiracją. Jako ojciec wychowujący moje Dzieci, niestety, ale zawsze miałem dla Nich
zbyt mało czasu; warunki naszego życia nie pozwalały mi na poświęcanie każdemu Dziecku tyle czasu, ile rzeczywiście powinienem Mu poświęcać. Dowodem tej smutnej prawdy jest niniejsza (widoczna z lewej strony) fotografia tomiku, który napisała (i samodzielnie „wydała” 10-letnia córka Klaudia; tomik ten Córka wręczyła mi dokładnie 18 lat temu. z wyrzutami sumienia wyznaję, że do tej niesamowitej książeczki wróciłem dopiero teraz, i to zupełnie przypadkowo, a otworzywszy ja doznałem szoku, – są w niej naprawdę wartościowe wiersze.
Jako dziadek – i tylko, jak dotąd, dla tej jeden Wnusi – już nie musiałem się śpieszyć , poświęcałem Wnusi tyle czasu, ile tylko Ona zapragnęła go ze mną spędzać; dopiero w takiej scenerii udało mi się
ogarnąć i zrozumieć ten, jakże wielki i, wbrew pozorom,  bardzo skomplikowany świat małego dziecka. Dzisiaj, z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że bez zrozumienia tego wielkiego świata małego dziecka nie sposób zrozumieć człowieka i świata w ogóle.
W poczuciu wielkiej wdzięczności dla mojej córki Klaudii, która stworzyła mi odpowiednie warunki do opieki nad Wnusią, jak również w poczuciu wielkiego podziwu i szacunku dla Wnusi – która potrafiła dostrzegać moje zmęczenie na górskich szlakach, a także z wielkim przejęciem „czytać” mi angielskie książeczki (czego ja nie potrafiłem czynić dla Niej, z racji słabej znajomości j. angielskiego) – zadedykowałem niniejszy tomik tym obu, jakże mi bliskim Osobom.

Janusz Józef Adamczyk, Świdnik, grudzień 2014 r.

Tak to się zaczyna (wiersz otwierający ten specyficzny tomik)

pisanie na piasku
jest skokiem nad przepaścią
chociaż nie minie godzina
a znaków już nie ma
pisanie nie zjawia się nagle
przestrzeń nie otwiera się sama
tęsknota nie rodzi się z niczego
poczucie sensu nie spada z nieba
w płomieniu prawdziwej miłości
człowiek dojrzewa i staje się sobą
w poczuciu pełnej wolności
po raz drugi się rodzi
  

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *